Lis 22

Erich von Manstein – Genialny Strateg

Share

Część I

…może ta waleczność była daremna, może tę wierność poświęcono dla jednego człowieka, który ani to rozumiał, ani się odwzajemnił… – Erich von Manstein 1

erich von mansteinErich von Manstein (właściwie Fritz Erich von Lewiński) urodził się 24 listopada 1887 roku w Berlinie, a zmarł 10 czerwca 1973 roku w Irschenhausen. Przyszedł na świat jako dziesiąte dziecko generała Edwarda von Lewińskiego i piąte dziecko drugiej jego żony, Heleny von Sperling. Wywodził się ze starego pruskiego rodu, w którym tradycje wojskowe pielęgnowano od pokoleń. Już po urodzeniu przebywał w domu majora Georga von Mansteina. Kiedy ukończył 14 lat został adoptowany przez rodzinę późniejszego generała. Przyjął jego nazwisko i herb. W 1900 roku młody Erich, kontynuując rodzinne tradycje, wstąpił do elitarnego pruskiego Korpusu Kadetów. Służbę wojskową rozpoczął w 1906 roku w prestiżowym berlińskim pułku gwardii. 27 stycznia 1907 roku w dniu urodzin cesarza, Erich von Manstein został mianowany na podporucznika.

Podczas I wojny światowej Manstein walczył zarówno na froncie zachodnim, jak i na wschodnim. Po wyleczeniu odniesionej w 1915 roku rany odbywał głównie służbę sztabową, podczas której przełożeni szybko odkryli jego wybitne zdolności. Rychło stał się członkiem ekskluzywnego grona oficerów Wielkiego Sztabu Generalnego. Od 24 lipca 1915 roku, już jako kapitan służył przeważnie w sztabach, na początku jako oficer łącznikowy, a następnie jako oficer korpusu oficerów sztabu generalnego w dowództwach armii. Manstein zakończył wojnę jako szef Wydziału Operacyjnego 213. Dywizji Piechoty, uczestnicząc w jej szeregach w ofensywach w maju i czerwcu 1918 roku pod Reims i następnie w walkach obronnych pod Sedanem.

Po zakończeniu I wojny światowej Manstein służył początkowo w paramilitarnym Grenzschutzu, następnie w 5. pułku piechoty Reichswehry. Od 1923 roku powrócił do służby sztabowej. W ciągu następnych lat piął się po kolejnych szczeblach kariery w oficjalnie nielegalnym Niemieckim Sztabie Generalnym. Dzięki wybitnym zdolnościom i wsparciu możnych protektorów (prezydent Paul Hindenburg, czy generał Werner von Fritsch), Manstein awansował bardzo szybko. W 1934 roku otrzymał awans do stopnia pułkownika i objął stanowisko szefa sztabu III Dowództwa Okręgu Wojskowego w Berlinie. Półtora roku później został z kolei szefem I Oddziału Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych. Wreszcie w 1936 roku otrzymał awans do stopnia generała majora, uzyskując jednocześnie stanowisko I zastępcy Szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych (OKH). Stał się w tym momencie jedną z najważniejszych figur w odrodzonym Wehrmachcie.
Von Manstein mając na uwadze nowe kierunki rozwoju niemieckiej armii, wspierał wysiłki na rzecz rozwoju wojsk pancernych i stworzenia artylerii przełamania. Był przekonany, że następna wojna będzie prowadzona w inny sposób. Jako jeden z niewielu generałów zdawał sobie sprawę z siły wojsk pancernych współdziałających z lotnictwem.
Ta wspaniale zapowiadająca się kariera została nagle przerwana. Przyczynił się do tego upadek największego protektora Mansteina – generała von Fritscha, szefa OKH, którego służby Himmlera fałszywie oskarżyły o homoseksualizm. Po dymisji Fritscha generał znalazł się w niełasce i został przeniesiony z Berlina na drugorzędne stanowisko dowódcy 18 Dywizji Piechoty w Legnicy. Przerwa w karierze nie trwała jednak długo. Już podczas operacji bezkrwawego zajęcia Czechosłowacji w marcu 1939 roku Manstein wziął w niej udział, pełniąc funkcję szefa sztabu armii generała Wilhelma von Leeba.
1 września 1939 roku niemiecki Wehrmacht uderzył na Polskę, rozpoczynając w ten sposób II wojnę światową. Podczas walk toczonych w trakcie kampanii wrześniowej Manstein odegrał bardzo znaczącą rolę. Był szefem sztabu Grupy Armii „Południe” generała Gerda von Rundstedta – najsilniejszego ze wszystkich związków Wehrmachtu, biorących udział w ataku na Polskę. Jako szef sztabu, miał znaczny wpływ na dowodzenie podczas najważniejszych bitew kampanii, toczonych między innymi w rejonie Wielunia, Tomaszowa Mazowieckiego, Kutna, Tomaszowa Lubelskiego czy wreszcie w trakcie oblężenia Warszawy.

Po zakończeniu walk w Polsce, sztab Mansteina wraz z jednostkami Grupy Armii Południe (przemianowanej następnie na Grupę Armii „A”), przeniesiono nad granicę francuską. Według opracowanego przez sztab generalny planu kampanii na Zachodzie, jego grupa miała zadanie drugorzędne. Plan „Fall Gelb” przewidywał bowiem główne uderzenie przez środkową Belgię, które miała przeprowadzić Grupa Armii „B” dowodzona przez gen. płk. von Bocka. Wielu dowódców w tym także Manstein zdawało sobie sprawę z faktu, iż plan ten nie grzeszy oryginalnością, gdyż kopiuje założenia starego planu Schlieffena, zastosowanego przeciw Francji w 1914 roku. Generał widząc błędne podejście sztabu generalnego, opracował swój własny plan kampanii. Jego założenia były tyle rewolucyjne, co proste. Manstein proponował mianowicie przeprowadzenie zmasowanego ataku pancernego przez zalesione i górzyste obszary Ardenów – uważane dotąd za nieprzejezdne dla jednostek zmotoryzowanych. Wskazywał, że sprzymierzeni nie spodziewają się ataku w tym regionie, stad zgromadzili tam jedynie nieliczne armie rezerwowe, złożone ze słabo wyszkolonych rezerwistów. Potężne uderzenie przez Ardeny, zupełnie nie spodziewane, pozwoliłoby Wehrmachtowi obejść zarówno Linię Maginota, jak i bardzo duże siły aliantów zgrupowane nad granicą z Belgią.
Generał wysłał swój plan do sztabu generalnego i do naczelnego dowódcy Wehrmachtu. Został on jednak odrzucony zarówno przez dowodzącego wojskami lądowymi generała Walthera von Brauchitscha, jak i szefa sztabu OKH Franza Haldera. Obaj nie wierzyli w powodzenie planu Mansteina, a ponadto kierowali się osobistą niechęcią do jego autora. Kolejne memoriały Mansteina lądowały więc w szufladzie, a gdy generał nadal z uporem promował swój plan, kierownictwo OKH pod byle pretekstem zesłało go w lutym 1940 roku, na stanowisko dowódcy trzeciorzędnego XXXVIII Korpusu Armijnego w Legnicy.

Tymczasem Hitler również skłaniał się ku uderzeniu przez Ardeny, a plan opracowany przez sztab generalny nie do końca wydawał mu się słuszny. Niestety do Hitlera nie dotarł plan opracowany przez generała. Dopiero dekonspiracja niemieckich planów kampanii na Zachodzie (słynny „incydent w Mechelen”, kiedy to w ręce Belgów wpadły niemieckie plany ofensywy) spowodowała, że Brauchitsch i Halder nie mogli już dłużej ukrywać przed nim planu Mansteina. 17 lutego 1940 roku, na spotkaniu Hitlera z nowo mianowanymi dowódcami korpusów, generał uzyskał szansę by osobiście przedstawić wodzowi swój projekt. Führer był zachwycony i nakazał OKH przygotowanie nowego planu ofensywy, uwzględniającego główne propozycje Mansteina. Jak później stwierdził: „ Z wszystkich generałów, z którymi dyskutowałem, tylko Manstein rozumiał o co mi chodzi”. Sam generał nie mógł jednak odegrać większej roli w realizacji swego planu, gdyż przez całą kampanię na Zachodzie pozostawał dowódcą XXXVIII Korpusu Armijnego, który wziął udział w działaniach bojowych dopiero w ostatniej fazie inwazji w czerwcu 1940 roku. Manstein miał jednak szansę zabłysnąć, gdy na czele swego korpusu przebił się w czternaście dni z linii Sommy nad Loarę. Za ten wyczyn odznaczono go Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego.

Jednak dni prawdziwej chwały przyszły feldmarszałek miał dopiero przed sobą. W czerwcu 1941, Niemcy uderzyły na ZSRR. Generał poprowadził LVI Korpus Pancerny do walki na północnym skrzydle frontu. Latem 1941 roku odniósł na jego czele szereg sukcesów, zdobywając między innymi nieuszkodzone przeprawy mostowe przez Dubissę i Dźwinę. To był jeden z największych i najgłębszych pancernych rajdów w głąb terytorium przeciwnika. W ciągu czterech dni korpus dotarł z Prus Wschodnich do rzeki Dźwiny, pokonując ponad 300 km.

Walczył także pod Ostrowem i Ługą (na podejściach do Leningradu). Pod koniec lipca 1941 roku zasugerował użycie dywizji pancernych do natarcia na Moskwę, a nie na Leningrad. Jego pomysł został jednak odrzucony.

W sierpniu 1941 roku jego korpus brał udział w rozgromieniu radzieckiej 34. Armii pod Starą Russą. We wrześniu 1941 roku Mansteina mianowano dowódcą 11 Armii, walczącej na południowym krańcu frontu wschodniego. W swoich planach podboju ZSRR, Hitler chciał jak najszybciej zająć Krym. Żądał więc szybkiego zlikwidowania tego „radzieckiego lotniskowca na Morzu Czarnym”. Zdawał sobie sprawę, że z baz na półwyspie radzieckie samoloty mogły bezkarnie atakować rumuńskie pola naftowe w Ploeszti, które zaopatrywały III Rzeszę w tak drogocenną ropę. Utrata Krymu wiązałaby się ponadto dla Rosjan z utratą Sewastopola – największej bazy morskiej na Morzu Czarnym – i możliwością nękania południowej flanki GA „Południe”.
walki na krymieNowo mianowany dowódca 11 armii, postanowił zrobić swojemu wodzowi prezent na Boże Narodzenie i zdobyć półwysep z marszu. Niestety, jak się okazało radziecka obrona na Przesmyku Perkopskim, który bronił dostępu do Krymu, była bardzo silna, a ukształtowanie terenu nie pozwalało na jakikolwiek manewr. Trzeba było atakować frontalnie. Dopiero po kilku dniach bardzo ciężkich walk udało się Niemcom oczyścić przejście. Jednak w tym samym czasie Rosjanie rozpoczęli kontratak nad Morzem Azorskim i Manstein musiał odwołać część sił na pomoc chwiejącemu się frontowi. Dopiero po opanowaniu kryzysu i przegrupowaniu sił 11 armii, można było kontynuować atak. Radzieckie dowództwo potrafiło wykorzystać przerwę w niemieckim natarciu. Do broniącej półwyspu 51 armii, doszły ewakuowane z Odessy świeże siły Armii Nadmorskiej poważnie wzmacniając obronę.

Manstein nie dysponował bynajmniej przewagą liczebną. Po przetasowaniach po bitwie nad Morzem Azowskim w skład jego 11. Armii wchodziło jedynie siedem dywizji piechoty i rumuński korpus górski. Co gorsza, odebrano mu Brygadę „LAH”, pozbawiając w ten sposób 11. Armię jakichkolwiek jednostek zmotoryzowanych. Mimo tego generał zdecydował się uderzyć, licząc na zdecydowanie lepsze wyszkolenie swoich żołnierzy. Jednak idące w pierwszym rzucie oddziały niemieckie trafiły na bardzo silną obronę. Nic dziwnego, że w takich warunkach walki miały niezwykle zaciekły charakter i przyniosły obu stronom ogromne straty. Po dwóch tygodniach bardzo ciężkich walk udało się przełamać linię obrony. Należało teraz bardzo szybko ruszyć za wycofującymi się radzieckimi oddziałami. Jednak 11 armia nie dysponowała żadnym związkiem zmotoryzowanym. I tu znów objawił się geniusz Mansteina. Nie posiadając własnego związku zmotoryzowanego, generał postanowił go stworzyć. Z rumuńskiego pułku zmotoryzowanego i niemieckich pododdziałów rozpoznawczych oraz zmotoryzowanej artylerii przeciwpancernej stworzono kombinowaną „Brygadę Zieglera”. Ten prowizoryczny związek zmotoryzowany rzucono na Bachczysaraj, by odciąć drogę odwrotu uciekającym wojskom radzieckim. Dywizje piechoty rozpoczęły natomiast w ogromnym tempie marsz na Symferopol i Kercz, by zdobyć miasta zanim Rosjanie zorganizują tam silniejszą obronę.

Tym sposobem wojska 11 armii zdobyły Kercz z jednej strony półwyspu, a z drugiej podeszły pod Sewastopol. To było jednak wszystko na co było stać armię niemiecką. Niestety, mimo pobicia dwóch, mających przewagę liczebną armii wroga, zabrakło sił i środków na dalszy atak. Mansteinowi ostateczna nagroda w postaci Sewastopola została sprzątnięta sprzed nosa. Mimo tego, dotychczasowe działania były wielkim sukcesem, albowiem jego armia zdołała zająć niemal cały Krym (poza Sewastopolem). Atak na Sewastopol nastąpił dopiero w połowie grudnia. Jednak mimo skoncentrowania na przedpolach miasta prawie całej 11 armii, nie udało się osiągnąć spodziewanych sukcesów. Natarcie utknęło. Na dodatek na drugiej stronie półwyspu wylądowały potężne radzieckie desanty, grożące zajęciem Kercza, Teodozji oraz innych miast i tym samym zamknięciem niemieckiej armii w kotle.

Manstein musiał przerwać oblężenie i ratować swoje wojska na półwyspie. 11. Armia zamiast triumfalnie wkraczać do Sewastopola, musiała teraz walczyć o przetrwanie. Na szczęście typowy dla Rosjan bałagan i brak doświadczenia w organizowaniu operacji desantowych na wielką skalę tylko pogorszył ich sytuację i pozwolił Niemcom powstrzymać natarcie. Pozwoliło to na wycofanie części wojsk spod Sewastopola i rzucenie ich na najbardziej zagrożone odcinki. W połowie stycznia oddziały 11 armii przystąpiły do kontrataku. Wykorzystując fakt zaskoczenia wojska niemieckie i rumuńskie zajęły bardzo dogodne pozycje obronne na wschód od Teodozji, w najwęższym punkcie Półwyspu Kerczeńskiego.
Tymczasem wojska radzieckie na Półwyspie Kerczeńskim systematycznie rosły w siłę. 28 stycznia utworzono nowy Front Krymski, na którego czele stanął generał D. T. Kozłow. Pod koniec lutego Front rozpoczął ofensywę. Jednak z powodu nieustannie padającego deszczu ciężki sprzęt ugrzązł w błocie, a nieudolność dowództwa sprawiła, że współdziałanie pomiędzy rodzajami broni, a nawet sąsiadującymi jednostkami, praktycznie nie istniało. Natarcie bardzo szybko utknęło w miejscu. Rosjanom nie udało się przełamać obrony przeciwnika. W połowie marca uderzyli ponownie. Mimo olbrzymich strat nie udało się przełamać niemiecko-rumuńskich linii obronnych. Ostatnie uderzenie Rosjanie podjęli na początku kwietnia. Tymczasem Niemcy dostali posiłki. Przybyła na Kercz 22 dywizja pancerna. Wiedząc, że na otwartym stepie nie da się ukryć przygotowań do ataku, Manstein postanowił wywieść Rosjan w pole. Niemcy rozpoczęli szeroko zakrojone działania dezinformujące, chcąc przekonać rosyjskie dowództwo, że celem ataku będzie odcięcie wybrzuszenia na północnym odcinku frontu, które powstało w lutym, gdy Rosjanie odepchnęli stamtąd rumuńską dywizję. Rosjanie chwycili przynętę i skoncentrowali w okolicach wybrzuszenia dwie trzecie sił (47 i 51. Armię).
W rzeczywistości Manstein chciał przełamać obronę przeciwnika na południowym krańcu frontu, gdzie stała wyłącznie słaba 44. Armia. Główne siły niemieckie (XXX Korpus Armijny), poruszając się wzdłuż południowego wybrzeża Półwyspu Kerczeńskiego, miały następnie dokonać głębokiego obejścia głównych sił Frontu Krymskiego, aby w odpowiednim momencie skręcić na północ i szybkim marszem ku wybrzeżom Morza Azowskiego, zamknąć pierścień. Na początku maja 1942 roku 11. armia ruszyła do ataku. Dzięki znakomitemu dowodzeniu i współdziałaniu z lotnictwem VIII Korpusu Lotniczego Richthofena w ciągu zaledwie 10 dni trzy rosyjskie armie zostały rozgromione. Front Krymski utracił około180 tysięcy żołnierzy (w większości wziętych do niewoli), ponad 3000 dział, około 350 czołgów i ponad 400 samolotów. To było wspaniałe zwycięstwo nad dużo liczniejszymi wojskami radzieckimi. W tej bitwie geniusz Mansteina pokazał się w całej krasie. Generał swoim znakomitym dowodzeniem pokazał po raz kolejny, że nawet dysponując dużo mniejszymi siłami, niż przeciwnik, można odnieść sukces.
Po zwycięstwie i oczyszczeniu półwyspu, generał mógł teraz skoncentrować się nad zdobyciem Sewastopola. Nie było to łatwe, bo obronę tworzyły trzy pasy obrony. Samo miasto było zamienione w twierdzę i silnie ufortyfikowane. Broniących żołnierzy wspierało nieliczne lotnictwo i Rosyjska Flota Czarnomorska. 7 czerwca 1942 roku 11. armia ruszyła do ataku i od razu napotkała na bardzo silną obronę. Walczono o każdy metr, ponosząc ogromne straty. Dopiero 18 czerwca udało się przełamać rosyjskie linie obrony i dzięki temu niemieckie oddziały dotarły do wybrzeży Zatoki Północnej i Inkermanu. Pierwszy cel szturmu był osiągnięty – do portu w Sewastopolu nie mógł już wpłynąć żaden okręt. Przez następne dni trwało oczyszczanie wybrzeża z rosyjskich punktów oporu. Żołnierze Armii Czerwonej bronili się bardzo zaciekle. Wieczorem 30 czerwca resztki wojsk Sewastopolskiego Rejonu Umocnionego zaczęły wycofywać się z Sewastopola w kierunku ostatnich, pozostających w ich rękach krańców Krymu – Przylądka Chersonez oraz brzegów zatok: Kamyszewa, Kozackiej i Strzeleckiej. Bitwa zmierzała już ku końcowi. 10 lipca Niemcy zlikwidowali ostatnie sowieckie gniazda oporu.
Druga bitwa o Sewastopol była zakończona. Niemcy zdobyli twierdzę, biorąc ponad 90 tysięcy jeńców, ponad 600 dział, ponad 700 moździerzy i 26 czołgów. Poległo lub zmarło od ran około 35 tysięcy czerwonoarmistów. Straty 11. Armii wyniosły tymczasem 24 tysiące zabitych i rannych. VIII. Korpus Lotniczy utracił 31 samolotów. Na wieść o tym wspaniałym zwycięstwie Hitler zaprosił Mansteina do swojej kwatery. W obecności wielu generałów i dostojników awansował generała na stopień feldmarszałka, wręczając mu buławę marszałkowską. Jego kariera osiągnęła punkt szczytowy. Hitler nazwał swojego nowego marszałka polnego „Cudowną bronią na froncie wschodnim”.
Pozwoliłem sobie nieco szerzej opisać kampanię krymską, jako przykład genialnego dowodzenia niewielkimi siłami na stosunkowo dużej przestrzeni. Fakt, że mając tak szczupłe siły do dyspozycji Manstein nie tylko nie dał się pokonać, ale potrafił zwyciężyć dowodzi jak dobrym był dowódcą. Jego 11. armia potrafiła rozbić doszczętnie 3 armie rosyjskie i zdobyć „Największą Twierdzę Świata” jak nazywano wtedy Sewastopol. To zwycięstwo, nawet jak na warunki II wojny światowej było osiągnięciem bezprecedensowym. Jednak nie tylko walory generała i jego żołnierzy zaowocowały tak wspaniałym sukcesem. Wpływ na to miało także szereg czynników niezależnych od Mansteina.
Kiedy utworzono Front Krymski, na jego czele stanął generał D. T. Kozłow. W tym samym czasie przysłano tu również, w charakterze przedstawiciela kwatery głównej naczelnego dowództwa, szefa Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej, Lwa Mechlisa. Nie był to najlepszy pomysł, bo w tym momencie na Kerczu zapanowała de facto dwuwładza. Co gorsze, Mechlis mający bardzo małe doświadczenie wojskowe, wtrącał się przez cały czas do dowodzenia, a każdego kto był innego niż on zdania demaskował jako „panikarza” lub „defetystę”. Zastraszony Kozłow praktycznie przekazał dowodzenie w jego ręce. Skutki okazały się opłakane. Do tego dochodził typowy dla Rosjan bałagan i brak choćby minimalnego współdziałania między armiami. Tuż po zakończeniu walk na Krymie 11. armię przesunięto na północ. Miała tam wziąć udział w planowanym szturmie na Leningrad. Jednak po radzieckiej kontrofensywie pod Stalingradem, która spowodowała zamknięcie w kotle całej 6 armii, przeniesiono Mansteina z powrotem na południe, powierzając mu stanowisko dowódcy Grupy Armii „Don”. Hitler chciał, aby feldmarszałek zrobił, co mógł, aby uratować odciętych nad Wołgą niemieckich żołnierzy. Nowy dowódca zabrał się do pracy. Jednak z powodu zbyt szczupłych sił, jego wysiłki spełzły na niczym. Dowodzone przez niego wojska nie zdołały przebić się przez rosyjska obronę i niemiecka 6 armia uległa zagładzie. Nie była to jednak porażka Mansteina. Siły oddane pod jego dowództwo były o wiele za słabe i nawet najbardziej genialne dowodzenie nie mogło przynieść sukcesu.

Po kapitulacji wojsk marszałka Paulusa i pogromie, jaki Armia Czerwona sprawiła włoskim i węgierskim armiom nad Donem, sytuacja wojsk niemieckich na południowym skrzydle frontu wschodniego była katastrofalna. Manstein, jako dowódca frontu odegrał wówczas decydującą rolę w ustabilizowaniu sytuacji, co niektórzy historycy wojskowości uważają dziś za kolejny po walkach na Krymie przejaw znakomitego dowodzenia strategicznego marszałka. Manstein zapobiegł najpierw odcięciu i zniszczeniu niemieckich sił na Kaukazie i pod Rostowem, a później, wykonał niezwykle udany kontratak na radziecką flankę pod Charkowem, rozbijając tam radziecką 6. Armię i ostatecznie ratując niemiecki front południowy przed załamaniem. To były wspaniałe osiągnięcia, które pozwoliły niemieckiej armii na ustabilizowanie całego frontu.

Ireneusz Piątek

1 Stracone zwycięstwa, Erich von Manstein, Bellona, Warszawa, 2001, fragment przedmowy

Share

Dodaj komentarz